Ostatnio nabraliśmy ochoty na papierową wiklinę...kiedyś już próbowaliśmy ale wydawało nam się to szalenie trudne i zapał szybko minął. W końcu nadszedł moment kolejnej próby. Tym razem przygotowałyśmy się bacznie oglądając kursy na YouTube i wybierając koszyczek ładny ale w miarę mało skomplikowany...a może po prostu Pani tak dobrze tłumaczyła krok po kroku :)
Najtrudniej było przygotować tutki ..... dość pracochłonne i czasochłonne, szczególnie jak już przyjdzie chęć na plecenie a tu nie ma jeszcze z czego :)
Koszyk powstał w kilka godzin
następnie Monia z siostrą pomalowały go farbą - remonty się jednak przydają bo dość sporo zostało nam po odświeżaniu sufitów :)
później całą noc koszyczek sechł a rano został nabłyszczony lakierem w speyu
Gdy Monika wróciła ze szkoły pozostało tylko nadać mu - odpowiedniej dekoracji :)
I OTO JEST
PIERWSZE WIKLINOWE DZIEŁO MONIKI
(troszku z pomocą ale w miarę doświadczenia będzie jej coraz mniej:)